Dentysta mówi, że twój dwulatek ma próchnicę, a ty już widzisz płacz na fotelu i wiertło? Borowanie nie zawsze jest konieczne. Lekarz może nałożyć na ubytek płyn z fluorkiem diaminosrebra (SDF). Trwa to kilka sekund i obywa się bez zastrzyku. W dużym badaniu płyn zatrzymał próchnicę w 54 proc. zmian, ale chore miejsce trwale ciemnieje.
Jak wygląda zabieg z fluorkiem diaminosrebra
Stosuje się 38-procentowy fluorek diaminosrebra, preparat znany w stomatologii od dziesięcioleci. Dentysta nabiera odrobinę płynu na aplikator zakończony gąbką i przykłada go prosto do ubytku. Całość trwa kilka sekund. Nie ma wiertła, zastrzyku ani sedacji, więc maluch nie musi długo siedzieć z otwartą buzią.
Płyn działa dzięki dwóm składnikom. Srebro hamuje bakterie, które napędzają próchnicę, a fluor pomaga tkankom zęba odzyskać minerały. W efekcie choroba przestaje postępować. Ubytek jednak nie zarasta: to, co próchnica już zniszczyła, zostaje.
Czy to działa u tak małych dzieci?
Skuteczność metody sprawdzono w badaniu klinicznym III fazy, którego wyniki w lipcu 2026 r. opublikowało czasopismo „JAMA Pediatrics”. Wzięło w nim udział 830 dzieci w wieku od 12 do 71 miesięcy, czyli od roczniaków do prawie sześciolatków. U wszystkich rozpoznano ciężką próchnicę wczesnego dzieciństwa. Dzieci losowo przydzielono do dwóch grup: jedna dostawała SDF, druga placebo. Preparat nakładano na początku i po sześciu miesiącach, a zęby sprawdzano po trzech, sześciu i ośmiu miesiącach.
- Po 6 miesiącach próchnica zatrzymała się w 54 proc. zmian leczonych SDF, a w grupie placebo w 22,5 proc.
- Po 8 miesiącach wynik wynosił 50,2 proc. w grupie SDF wobec 17,4 proc. w grupie placebo.
Różnica jest wyraźna, ale płyn nie działa na każdą zmianę. Część ubytków rozwijała się dalej mimo zabiegu.
Główna badaczka, prof. Margherita Fontana z Uniwersytetu Michigan, nazywa tę metodę bardzo skuteczną i bezpieczną nawet u rocznych dzieci. Zdarzenia niepożądane były przeważnie łagodne lub umiarkowane. Te związane z leczeniem zdarzały się podobnie często w obu grupach. Dzieci po SDF nie odczuwały też bólu częściej niż dzieci z grupy placebo.
Minusy, o których trzeba wiedzieć przed zgodą
Największy minus to kolor. Płyn barwi zmienioną próchnicowo tkankę na ciemno i to przebarwienie zostaje na stałe. Na zębach z tyłu mało kto je zauważy. Na przednich zębach ciemna plama rzuca się w oczy przy każdym uśmiechu.
SDF nie nadaje się też do każdego ubytku. Zatrzymanie próchnicy nie zawsze kończy leczenie, bo czasem i tak trzeba później założyć wypełnienie. Ta metoda nie zastępuje plomby. Pozwala raczej zyskać czas i oszczędzić dziecku stresu.
Badacze widzą w niej szansę dla dzieci, które źle znoszą klasyczne leczenie. Mogą z niej skorzystać także osoby z niepełnosprawnościami, seniorzy i każdy, kto bardzo boi się dentysty.
W USA FDA zatwierdziła SDF w 2014 r., ale do leczenia nadwrażliwości zębów. Przy próchnicy stosowano go dotąd poza oficjalnym wskazaniem. Prof. Amr Moursi z Uniwersytetu Nowojorskiego, współautor badania, uważa, że nowe wyniki przemawiają za zgodą FDA na takie leczenie u małych dzieci.
O co zapytać dentystę przed zabiegiem
Zanim się zgodzisz, warto zadać kilka konkretnych pytań:
- Czy ten ubytek nadaje się do SDF, czy trzeba go leczyć tradycyjnie?
- W którym miejscu pojawi się ciemne przebarwienie i czy będzie je widać przy uśmiechu?
- Czy po zatrzymaniu próchnicy planuje pan lub pani później wypełnienie?
- Kiedy przyjść na kontrolę i czy płyn trzeba będzie nałożyć ponownie? W badaniu powtarzano zabieg po pół roku.
- Co zrobimy, jeśli zmiana mimo wszystko zacznie się powiększać?